Gorzej być nie może?

środa, 30 marca 2016

2-2 i 2-2, dwa punkty na sześć możliwych, cztery gole stracone w dwóch meczach, szóste miejsce w tabeli po 1/3 eliminacji. Miesiące mijają a poprawy jakości w grze reprezentacji Brazylii nie widać. Obrona choć złożona z asów najcięższych klubów Europy gra słabo. Czy kieruje nią Thiago Silva czy David Luiz wpadki są żenujące. Dwóch defensywnych pomocników zabija wszelką kreatywność, a atak polega na indywidualnych popisach wysokiej klasy dryblerów typu Willian, Douglas Costa czy Neymar.

Jak do tego doszło?

Zdumiewające bo przecież Dunga zaczął budowanie reprezentacji od 11 z rzędu wygranych meczów towarzyskich i premierowego spotkania w Copa Americe. Pierwszych pięć Brazylia zagrała bez straty gola, ba, cztery gole straciła dopiero po 12. meczu!
Brazylia przegrała Copa Amerikę w słabym stylu ale też zdarzenia typu czerwona kartka Neymara i wirusowe zapalenie czegośtam mogło pokrzyżować plany selekcjonera.

Tym bardziej, że zaraz po turnieju, bez Neymara wygrali w dobrym stylu towarzyskie mecze z Kostaryką i USA. Zatem do rozpoczęcia eliminacji Dunga miał drużynę blisko rok, 16 meczów na koncie, w tym poważny turniej na rozkładzie. Bilans wielce obiecujący: 14 wygranych i dwie porażki. Zatem brazylijski szkoleniowiec miał całkiem niezły materiał badawczy a do tego przetestowaną niezłą grupę piłkarzy, na ogół występujących w czołowych ligach bądź klubach świata.

Eliminacje toczą się w turach po dwa mecze. Pierwsza tura bez Neymara, 0-2 z Chile i 3-1 z kiepską Wenezuelą. Kręcono nosem ale też poszukiwania rozwiązań na grę bez lidera ekipy trwały, trudno było mieć do selekcjonera pretensje, że przegrał z najlepszą drużyną kontynentu bez swego najlepszego zawodnika.

Druga tura, remis w Buenos Aires z Argentyną i 3-0 u siebie ze słabym Peru. Niby 7 punktów po czterech kolejkach, lecz niedosyt robił się coraz bardziej dostrzegalny i wreszcie łatwo było go nazwać i opisać. Oto bowiem Brazylia średniaków i słabeuszy ogrywa towarzysko tudzież na gruncie własnym, a kiedy trzeba stawić czoła prawdziwym wyzwaniom – przychodzą rozczarowania. Co gorsza, stylistyka ciągle raziła i pozostawiała wrażenie tymczasowości.

Od ostatniego meczu w Salvadorze Dunga miał cztery miesiące na przygotowanie się do meczów z Urugwajem i Paragwajem. Po 20 grach miał bilans 16-1-3, czyli ciągle bardzo dobrze, ale jakoś kibiców i mediów za sobą nie miał… Na dodatek prezydent Del Nero, co to wsadził go na stołek, sam ze swojego stołka zleciał, a obecny szef federacji… ani nie krytykuje ani nie wspiera obecnego sztabu, jakby czekał na dalszy rozwój wypadków.

Urugwaj i Paragwaj

Napiszmy to sobie otwarcie, mecz z Urugwajem był fuksem, bo tak naprawdę Brazylia zagrała słabe zawody, podczas których miała tony szczęścia. Urugwaj bez stoperów Godina i Gimeneza z Victorino i Coatesem, bez ulubieńca Tabareza, Maxiego Pereiry, czyli z praktycznie nową obroną.
Kto ma Williana, Douglasa Costę, Neymara i Hulka musi taką rezerwową obronę przycisnąć bo wiadomo, że celestes z Cavanim i Suarezem blisko naszej bramki to nic innego jak zapowiedź klęski. A tu Brazylii w pierwszej minucie, w pierwszej akcji zawodów gol wpada, nie minie połowa pierwszej połowy a będzie 2-0, tym razem po serii prostych błędów defensywy Urugwaju. Takoż to Urugwaj znalazł się na widelcu, nic tylko paszczę rozdziawić i pożreć nieszczęśnika.
Ale Brazylia nie potrafiła rywala docisnąć, nie potrafiła pójść za ciosem. Słusznie O.W.Tabarez postawił w drugiej linii na Vecino, który piłkę rozgrywać potrafi. Urusi uniknęli presji, a nawet do przerwy Cavani trafił na 1-2 (Felipe Luiz, co on robił w tej akcji?). W drugiej połowie goście na wpadki sobie już nie pozwolili a Brazylia pomysłu na zdominowanie rywala tradycyjnie grającego z kontry nie miała. Oczywiście posiadanie piłki i liczba podań zdecydowanie na rzecz kanarkowej drużyny, lecz doprawdy trudno by było inaczej, skoro taka natura gry Urugwaju.
Na 2-2 wyrównał Suarez i to Urugwajczycy schodzili z boiska uśmiechnięci. Bez trójki etatowych obrońców, na wyjeździe, wyszli z 0-2… uff!

Po tym meczu na Dungę i jego zawodników spadły gromy za niewykorzystaną szansę. Znów oberwało się Neymarowi. 24-letni kapitan ponownie w ważnym meczu dostał niepotrzebną kartkę i osłabił zespół. To samo z Davidem Luizem. Zatem na Paragwaj Dunga musiał pokombinować.

Kto widział dzisiejszy mecz z Paragwajem wie jedno, Brazylia miał fuuuurę szczęścia! Bo pierwszą połowę przegrali TYLKO 0-1 dzięki bramkarzowi Alissonowi, który dwa razy kapitalnymi instynktowymi interwencjami uchronił zespół od nieuchronnej straty goli. Lecz na początku drugiej połowy i on nie był w stanie zatrzymać strzału Edgara Beniteza na 0-2. Ale, jako się rzekło, Brazylia miała szczęście. Bo do 55. minuty Ramon Diaz musiał ze względu na kontuzje wymienić Jorge Beniteza i Richarda Ortiza, za to wskazujące na pospolite ruszenie zmiany Dungi (Hulk za niewidocznego Fernandinho, Lucas Lima za pasywnego Luiza Gustavo) dały znakomity efekt. Najpierw 36-letni Ricardo Oliveira dobił (de facto wykonał swoją tradycyjną robotę) strzał Hulka, a w doliczonym czasie gry mąż opatrznościowy, 32-latek Daniel Alves po indywidualnej akcji zapewnił remis, punkt i honorowe zakończenie eskapady do Asuncion.

Problem jednak jest poważny, bo po dobrym starcie widać, że przestało żreć. 22 mecze za Dungą a piętna trenera ciągle nie widać.
Potwierdziły się w zasadzie wszystkie krytyczne opinie wygłaszane przed meczami. A to te na temat słabości obrony z Davidem Luizem w roli głównej, albo te krytykujące powoływanie graczy z ligi chińskiej, gry z dwójką defensywnych pomocników do destrukcji a nie rozgrywania akcji i prowadzenia gry z piłką przy nodze.
Doprawdy trudne do ogarnięcia jest wystawienie do gry zawodników o średniej cenie rynkowej 30 mln euro, o poziomie wyszkolenia technicznego gwarantującego miejsca w kadrze Barcelony, Atletico, Bayernu, Chelsea a przy tym nie potrafiących utrzymać rywala z dala od własnego pola karnego.
Pisząc wprost, Brazylia zaliczyła dwa szczęśliwe remisy a jej gra od Copa America 2015 nie poprawiła się, za to goli gubią więcej i coraz boleśniej obnaża się brak pomysłu na prowadzenie szybkiej gry w ataku pozycyjnym. Brazylia dobrze wygląda w kontrataku. Ale nie potrafi zdominować przeciwnika i stwarzać długotrwałej przewagi liczebnej.
Czy to dlatego, że ma tępych graczy? Nie sądzę. W swoich klubach nie takie cuda zagrać potrafią. Czy Brazylia ma kadrowy kryzys? Zważywszy na nieobecność w ostatnich meczach Oscara, Firmino, Allana, Lucasa, Marcelo i paru innych, nie wolno tak mówić! Gracze są, tylko trener nie porywa. Ale jak ma porywać skoro cała federacja, jak i cały kraj okazuje się jednym wielkim siedliskiem korupcji, a jeszcze okazuje się, że do różnych reprezentacji trafiają zawodnicy dzięki wpływom menadżerów a nie prezentowanej formie.

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Kraj który ma ropę, gaz, wszystkie pierwiastki z tablicy Mendelejewa, miliony hektarów żyznych pól, setki rzek i 200-milionową populację w świetnej sytuacji demograficznej, jest w kryzysie. Czegoś trzeba? Absolutnie nie! Ludzie, narzędzia, surowce, nawet kapitał jest. Tylko pomysłu jak to zgrać i wykorzystać brakuje. I niestety, z tury na turę widać to coraz bardziej.

Od 1993 roku Brazylia nie miała tak słabego startu w eliminacjach do MŚ. Wówczas uratował ich Romario. Dziś Dunga nie ma ludzi tego formatu w odwodzie. Problem w tym czy Brazylia ma jakiś pomysł na zbliżającą się wielkimi krokami Copa Amerikę Centenario? Kolejny poważny turniej bez sukcesu powinien bowiem być klamrą spinającą czas pracy Dungi, w bądź co bądź, drugim jego reprezentacyjnym epizodzie.

Nie mam bowiem pojęcia jak CBF zamierzałby wytłumaczyć się z przegrania szóstego z rzędu dużego turnieju w dobie przygotowań do mundialu i igrzysk olimpijskich na własnym terenie. Po prostu, wytłumaczeń nie kupi nikt, a już szczególnie ten, kto oglądając najlepsze ligi świata ciągle widzi brylujących Brazylijczyków, a oglądając własną reprezentację dostrzega ledwie ich cień.

PS. Oczywiście, obecne 6. miejsce nie oddaje siły brazylijskiej repry, a o awans do MŚ 2018 jakoś się nie martwię, po prostu, ogląda się to coraz gorzej i gorzej, a wyniki nie dają złudzeń co do złotych medali w najbliższej przyszłości. Mimo wielu kapitalnych graczy do zagospodarowania!

 

Lista komentarzy

Sebkovic pisze:

Brazylia ma naprawdę potencjał tylko gorzej z poukładaniem tego wszystkiego. Przydałby się im ktoś taki jak…Nawałka.

slawinho pisze:

Dunga jednak troche myśli pozmieniał defensywnych pomocników na bardziej kreatywnych Lucasa Lime i Hulka myśleże we wrześniu nie bedzie już duetu Luiz Gustavo Fernandinho.

Dodaj komentarz

Czytaj również

Najczęściej komentowane

Polecamy

Tagi