Sampaoli na fest

niedziela, 3 grudnia 2017

Wbrew temu co wielu uważa, moim zdaniem Argentyna jest jedyną ekipą spoza Europy, która może wygrać mundial. Oczywiście widzę jak rozwija się reprezentacja Brazylii ale moim zdaniem ma ona pewien defekt założycielski, powoduje, że na razie nie wygląda na ekipę potrafiącą oddać życie za złoty medal. Argentyna ma w sobie ten czynnik decydujący o tym, że ktoś zostaje mistrzem a nie tylko bardzo dobrym sportowcem.
Jak wiecie, Argentyna przegrała w latach 2014-2016 trzy finały z rzędu. Praktycznie rzecz biorąc była to ta sama drużyna. Po mundialu w Brazylii Alejandro Sabella zrezygnował z prowadzenia kadry a jego miejsce – zgodnie z oczekiwaniami – zajął Gerardo Martino. Dwa przegrane finały Copa America wyczerpały tak jego jak i gwiazdy grające od lat w kadrze. Messi, Mascherano, Aguero, Banega i kilku innych postanowiło z reprezentacji zrezygnować. Tym bardziej serce do niej stracili bo przecież federacja AFA osiągnęła dno poprzez kolejne skandale i afery oraz niemożność zorganizowania zarówno rozgrywek ligowych, jak i boisk na czas treningów największych gwiazd światowego futbolu przyjeżdżających „na kadrę”.

Jorge Sampaoli przejął kadrę jako strażak, bo tam naprawdę był solidny pożar. Eliminacje przeszedł, pali się dalej, bo towarzyskie mecze z Rosją i Nigerią pokazały, iż ekipie brakuje zapału i chęci wspólnej pracy. Zawodnicy brylujący w największych klubach świata, razem grają paskudny, chaotyczny futbol.
Sampaoli ma jednak niewiele czasu na obserwację, bo co jak co, ale piłkarzy dobrych ma od groma, acz nie talentu a woli im brak.
Pewnie, że wielu świetnych atletów gra niewiele, poniżej oczekiwań albo zmaga się z kontuzjami, by wspomnieć chociażby Javiera Pastore, którego styl bardzo trenerowi pasuje ale generalnie kadra jest pełna ludzi utalentowanych, acz niekoniecznie zmotywowanych.

I tu w całej okazałości objawia się mądrość trenera. 57-letni szkoleniowiec postanowił wsadzić kij w mrowisko i rozbić dawne układy. Messi wprawdzie jest nietykalny, ale cała reszta i owszem. Sampaoli miesza, przestawia, kombinuje, sieje ferment, wszystko po to by wreszcie wkurzyć to zastane towarzystwo. Problemem Argentyny nie jest brak zgrania, nieznajomość kolegów… problemem jest zmęczenie ludzi grających ze sobą po 10 lat i więcej. Romero, Mercado, Messi, Di Maria, Higuain, Otamendi, Aguero, Banega grają ze sobą od kilkunastu lat, od młodzieżówek. Ci kolesie już grali we wszelkich możliwych konstelacjach u pierdyliarda trenerów! I co? I poza mistrzostwami świata do lat 20 i złotem olimpijskim w Pekinie niczego nie wygrali.
W Rosji będą mieli ostatnią szansę! Sampaoli to wie i chcę im pomóc pięknie z kadrą się pożegnać. Rozrywa więc zastane struktury, szuka ustawienia z trójką obrońców, czwórką w drugiej linii i tercetem w ataku. Kombinuje jak znaleźć Messiemu odpowiednich partnerów. W marcu Argentyna zagra dwa towarzyskie mecze, po których będziemy wiedzieli, których zawodników spodziewać się na mundialu w Rosji.
Na razie, poza Romero, Mascherano, Messim pewny nie jest nikt. To świetnie, bo od 2010 roku to właśnie pewność zabiła ducha rywalizacji w zespole Argentyny. Do dziś przecież trudno pogodzić się z tym, że tylu świetnych piłkarzy daje tak miernie grający zespół co tylko udowadnia, że w grach zespołowych zespół a nie indywidualności się liczy! Sampaoli próbuje odtworzyć team spirit, który po przegraniu mistrzostwa świata w Brazylii uleciał i cholera wie gdzie się ulotnił? Jeśli trener go odnajdzie to Argentyna melduje się w gronie głównych faworytów do mistrzostwa świata. Jeśli nie, to nawet wyście z grupy stanie pod znakiem zapytania!

 

Dodaj komentarz

Czytaj również

Najczęściej komentowane

Polecamy

Tagi