Miasto dla bogatych

Brasilia to miasto specyficzne, bo sztuczne. Coś jak Bonn. Bonn nie wypaliło, Brasilia już tak. Kiedy ją projektowano była jednym z najśmielszych pomysłów urbanistycznych świata. Oferowała nową jakość, nieznaną wcześniej w Ameryce Południowej. Wszystko zaplanowane, żadnych świateł na ulicach, dzielnice podzielone tematycznie, na banki, urzędy, hotele, etc. Dziś miasto jest spore, wokół niego namnożyło się miasteczek żyjących ze świadczenia usług stolicy. Usług wszelkich, od szewskich przez budowalne po prostytucję i handel narkotykami. Te dwie ostatnie tańsze są od pracy informatyka. Atmosfery mundialu niewiele, meczów zbyt mało. Turyści wpadają i wypadają do innych miast. Zgodnie z przewidywaniami, 12 miast mundialowych to niewypał, zabrać dwóm po cztery mecze, przerzucić do innych miast i utrzymywać je w gotowości do ćwierćfinałów ma jakikolwiek sens. Skasować jeszcze dwa, ograniczyć się do ośmiu a wówczas nawet nie będzie trzeba dopłacać do imprezy a po mundialu stadiony „będą miały pracę”.

Brasilia jest wzorcowym przykładem marnotrawienia potencjału tego potężnego kraju. Stadion Mane Garrincha to największy stadion piłkarski jaki widziałem. Ma tyle samo miejsc na trybunach co Olimpijski w Niemczech, o 20 tysięcy mniej niż Camp Nou ale gabarytami przewyższa oba. Też zastanawiacie się jak to możliwe?

Przede wszystkim u zarania projekt był horrendalny. Płyta i trybuny są bowiem obudowane dodatkową, betonową skorupą. A jak już wiele razy pisałem na tej stronie, Brazylia kocha beton.

Lali go tu na Mane Garrincha bez opamiętania. Pewnie, że efekt osiągając niezły, bo monumentalny stadion robi wrażenie jak diabli. Pytanie: po co?

W Brasilii rozmawiałem z kilkudziesięcioma osobami mieszkającymi w mieście i obok miasta. Każdy mówił to samo: wydaliśmy 2 miliardy złotych na pięć meczów, a biedni koczują na ulicach.

Ale trzeba Wam wspiąć się na wieżę telewizyjną aby zrozumieć, że swej osobliwej logice ten przerośnięty stadion mógł stanąć właśnie tutaj, a skoro mógł to stoi.

Centra handlowe gigantyczne, arterie na cztery pasy, chociaż ruch samochodowy średni, budynki urzędowe na wysoki połysk, wszystko robi wrażenie. Czysto, bez graffiti i piszasao, trawniki, drzewa zabielone wapnem, chodniki z pomalowanymi brzegami, trasy dla rowerów, parki, place zabaw dla dzieciaków a nawet dla dorosłych, żeby mogli uprawiać gimnastykę.

Ceny szokujące, wszystko droższe niż w Warszawie. Towary luksusowe tylko dla ludzi z dużą forsą. Czekolada Lindt po 27 zł, flakon perfum po 640 zł to ceny dwa razy wyższe niż w drogich, polskich sklepach…

Ulice pełne luksusowych aut, znacznie lepszych od szrotu krążącego po ulicach metropolii.

Brakowało tu tylko jednej z dwóch, rzeczy niepotrzebnych acz kojarzonych z Brazylią: stadionu lub sambodromu. Wybrano ten pierwszy…

Indeks Havaianas

Kiedy znajomy poprosił mnie o havaianas, na szczęście nie udało mi się ich kupić w najtańszym centrum handlowym stolicy (brak rozmiaru), gdzie kosztowały 85 zł. Ale wieczorem zjechałem do jednego z usługowych miasteczek żyjących z i wokół Brasilii. Inny świat. Spokój, sklepiki, mnóstwo lanchonetes. Ludzie żyją bardzo skromnie. Ceny niskie, havaianas kosztują tu już tylko 22 złote, jeśli płacisz gotówką masz bonus. Za kartami i paragonami tu nie przepadają. Auta takie jak wszędzie w brazylijskich miastach ale nadal można spotkać rowerzystów. Niedaleko stąd do dwóch cementowni. Mnóstwo ludzi z okolicy w nich pracuje. Zarabiają grosze, z dwóch pensji ledwie da się utrzymać rodzinę. Na zakupy w „Plano”- jak mówią tu na Brasilię – raczej się nie wybierają.

Temat cen często poruszany, bo ceny w Brasilii uciekają w zawrotnym tempie. Brazylijczykom nie brakuje na jedzenie, im brakuje na mieszkania, samochody, dobra konsumpcyjne, które przychodzą z telewizji i internetu, które agresywnie domagają się zakupu, a na które Brazylijczyka nie stać. Brazylijczyk kupuje więc na raty, kupuje wszystko jak leci. Nawet buty i ciuchy można kupić na 24 raty. Raty bez odsetek ma się rozumieć. Ale odsetki za używanie karty kredytowej już płacić trzeba. Narzekasz na polskie 16%? Witamy w kraju gdzie 100, a nawet 200 i 300% rocznie możesz zapłacić za pożyczanie pieniędzy z karty kredytowej, a 3/4 Brazylijczyków pożycza co najmniej z jednej, przy czym co trzeci ma kłopoty z terminową spłatą zobowiązań. Kraj mający gigantyczne rezerwy ropy, sprzedaje paliwo na stacjach w cenach podobnych do polskich, a przecież my własnych zasobów mamy tyle co kot napłakał. Ceny połączeń telefonicznych są czasem nawet sześć razy droższe ale rząd brazylijski pomaga Kubie, finansuje odbudowę Haiti, organizuje mundial i igrzyska olimpijskie oraz pożycza pieniądze Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu.
To nic, że aby finansować te pomysły gotów był wprowadzić nawet 6-procentowy podatek od zakupów zagranicznych, naród zapłaci, bo co ma zrobić skoro i tak zagranicą będzie taniej niż w domu.

Przejeżdżam między ambasadami, odwozimy Darka Kurowskiego do polskiej, wielgachna. Chyba największa polska ambasada! Chociaż raz w Polsce zrobiliśmy dobry interes wyprowadzają się z Rio szybko, za co dostaliśmy efektowną rezydencję.

Dookoła cicho i pusto. Żadnych aut, przechodniów, zakładów. W promieniu kilkuset metrów żadnych domów mieszkalnych. W Brasilii mieszkają głównie urzędnicy. Ci lepsi mają lepsze dzielnice, gorsi też nie najgorsze. Żadnych żebraków, żadnych narkomanów ani prostytutek. W ponumerowanych domach, na ponumerowanych ulicach, w ponumerowanych dzielnicach jest porządek jakich mało. Jakim cudem? Cudem ludzkich starań, o których napiszę jutro…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *